Zamówienia publiczne, Dlaczego najniższa cena to najlepsze rozwiązanie? Gdzie zatem leży problem w przetargach?

Tym razem chciałbym podjąć temat przetargów publicznych w kontekście coraz głośniejszych postulatów niektórych środowisk mówiących o tym, że obecna Ustawa „Prawo Zamówień Publicznych” jest niedoskonała ze względu na fakt, iż zamawiający ustalają że jedynym kryterium wyboru jest cena (oczywiście najniższa cena).

Obecnie jesteśmy w oczekiwaniu na nowelę Ustawy, która wynika między innymi z konieczności wprowadzenia dyrektyw unijnych w życie, ale również nowela ta jest efektem lobby niektórych środowisk co do zmiany Ustawy.

Otóż moje zdanie na ten temat jest nieco odmienne. Uważam bowiem, że problem nie leży w tym czy kryterium oceny oferty przetargowej będzie jedynie cena (czytaj: najniższa cena) lub czy do oceny najlepszej oferty w jakiejś części dodamy inne kryterium. Kłopot w tym, że obojętnie jakie kryterium byśmy nie ustalili to i tak będzie problem z jakością wykonanego zlecenia na podstawie Ustawy. Najsilniejsze lobby w tym zakresie istnieje w branży budowlanej i okołobudowlanej i dlatego omawiając problem posłużę się przykładami z tej właśnie branży, choć od razu twierdzę, że mechanizm funkcjonowania jest dokładnie taki sam (lub bardzo podobny) w innych branżach.

Zarówno duże jak i małe podmioty budowlane narzekają na to, że cena, jako jedyne kryterium oceny oferty przetargowej, jest z definicji zła i daje przyzwolenie dla różnego rodzaju nieprawidłowości. Duże podmioty budowlane twierdzą, że nie są w stanie konkurować z niektórymi mniejszymi firmami, które są bardziej elastyczne i są w stanie zaoferować niższą cenę, natomiast mniejsze firmy twierdzą, że nie są w stanie konkurować z dużymi podmiotami, które dają niższe ceny, a następnie swoje niższe marże przerzucają na swoich podwykonawców.

Pomijam fakt, że oba argumenty są sprzeczne logicznie wobec siebie. Twierdzę jednak że nawet każdy argument z osobna jest niewłaściwy i nie tu leży problem gdzie się powszechnie twierdzi. Moim zdaniem problemem jest to, że szwankuje u nas w Polsce „WERYFIKACJA i NADZÓR” nad realizacją projektów realizowanych na podstawie Ustawy.

Jak to działa? A no tak:

Obojętnie, czy w danym konkretnym przetargu zwycięży większa firma, która może przerzucić niższe marże na swoich podwykonawców, czy w danym konkretnym przetargu zwycięży firma mniejsza będąca bardziej elastyczna kosztowo to i tak myślenie jednej i drugiej jest najczęściej podobne i sprowadza się ono do następującej myśli: „zaoferuję niską cenę …. wygram przetarg … wtedy będę miał jakąś pracę … a w czasie realizacji zlecenia ukryję gdzieś to, że wykonam projekt nie do końca prawidłowo i nie do końca tak jakby chciał zamawiający … no i wtedy będę „do przodu”. Niestety tak to działa.

No i co się potem dzieje? A no dokładnie to co napisałem. Ta firma, która jest na większym „musiku” składa ofertę, która często jest skrajnie niska lub nawet nierealna do osiągnięcia. Celem i tak jest zdobycie zlecenia i cel ten oczywiście udaje się osiągnąć. Dlaczego jednak się tak dzieje? A no dlatego że firma taka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że zmuszona będzie dokonać pewnych nieetycznych ruchów, które pozwolą jej wyjść z wygranym kontraktem powyżej zera.

Jak to się dzieje? A no tak:

Stosowane są pewne zamienniki, których Zamawiający nie dopuszczał, a których nie będzie w stanie zweryfikować, ALBO jeżeli Zamawiający będzie w stanie zweryfikować to, że nie zastosowano odpowiednich materiałów to „przekonuje się” Zamawiającego że te materiały które zastosowano spełniają wymogi Zamawiającego, ALBO w inny sposób „przekonuje się” Zamawiającego, że nawet nie ma potrzeby sprawdzać czy zastosowane materiały są odpowiednie, bo przecież pochodzą od konkretnego dostawcy (choć Zamawiający nie musi wiedzieć że zamówienie było dokonane na materiały o zupełnie innych parametrach), ALBO w inny nieformalny sposób udaje się Wykonawcy prześlizgnąć przez weryfikację realizowanego zamówienia.

No i summa summarum Wykonawca wychodzi „na swoje”, odpowiedni specjaliści lub odpowiednie komórki nadzoru Zamawiającego odbierają wykonanie pracy, Zamawiający płaci Wykonawcy i wszyscy są zadowoleni. Zamawiający zrealizował projekt, Wykonawca zarobił pieniądze, a niektóre osoby wzbogaciły się nieco bardziej niż powinny.

Problem jednak zaczyna pojawiać się za jakiś czas … i aż trudno mi się w tym miejscu powstrzymać i nie podać przykładu Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju. Otóż caaały świat … wszyyyscy … nawet Chińczycy i Rosjanie J potrafią od wiek wieków zbudować torowisko (obojętnie czy tramwajowe czy kolejowe), które spokojnie może przetrwać  mrozy na poziomie -25 stopni Celsjusza. Szczecin jednak (w rozumieniu Wykonawcy SST) takowej wiedzy jednak nie miał. Ciekawe czemu? Może podał za niską cenę w wygranym przetargu no i trzeba było gdzieś zaoszczędzić? A może cena była odpowiednia, ale chciał więcej zarobić? Nieistotne.

Problem leży w tym, że torowisko zostało źle wykonane i przy -10 stopni Celsjusza tory zaczęły pękać. Ot co. Tak po prostu. W całym Szczecinie torowisk tramwajowych jest o wiele, wiele więcej, żadne jednak nie pękało … ale torowisko SST … TAK. I to w kilkunastu/kilkudziesięciu miejscach … i to nie tylko raz.

Rodzi się zatem pytanie:

- A gdzie był nadzór nad wykonywanymi pracami?

- A czy skład chemiczny stali był na pewno taki jaki powinien być?

- A czy osoba nadzorująca prace postarała się aby to sprawdzić?

- A czy nadzorujący prace sprawdził podłoże jakie położono pod torowiskiem?

- Jak to się stało, że inne torowiska w Szczecinie nie pękały, a torowisko SST pękało?

 

No i wracając do głównego wątku (naszego Wykonawcy, który wygrywa przetarg) mamy dalej następujący bieg zdarzeń i myśli. Wygrałem przetarg … udało mi się prześlizgnąć przez nadzór … teraz będę robił kolejny przetarg. I tak w kółko.

A co by się stało gdyby WSZYSCY wiedzieli, że jeżeli Zamawiający ogłasza przetarg i tenże Zamawiający w SIWZ podaje konkretne parametry materiałów, towarów i innych wytycznych, które należy spełnić i jednocześnie nastąpi dokładna weryfikacja tego czy zlecenie to jest realizowane zgodnie z SIWZ, to czy Wykonawcy startujący w przetargach dawaliby cenę, która jest zbyt niska? Myślę, że NIE. Jeżeli przyjętym byłoby w naszym kraju to że pracę należy wykonać rzetelnie i nie daję się przekupić, to żaden z wykonawców nawet by nie spróbował wystartować w jakimkolwiek przetargu oferując cenę, która z definicji jest za niska. Problem jednak w tym, że wykonawcy próbują bo są nauczeni tego, że pewne rzeczy da się ominąć / obejść / przeskoczyć … itp. Oczywiście najczęściej dzieje się to nieetycznie.

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest, że w Polsce przed EURO 2012 znaczna większość firm (choć nie wiem czy nie wszystkie), które wygrały przetargi na budowę autostrad oraz stadionów piłkarskich upadły? Jakiż tu fenomen działa, że firmy, które realizują największe zlecenia upadają, pomimo tego, że o zlecenia te starają się dobrowolnie? Nikt ich przecież do tego nie zmusza. A skoro zarządzają tymi firmami wykształceni managerowie to przecież powinni wiedzieć, że po wygraniu przetargu upadną J … a pomimo to się pchają i walczą … na zabój. No i wygrywają. I upadają J fenomenalna zależność biznesowa. Fenomenalny brak wyciągania wniosków na przyszłość.

Jak to jest, że w Niemczech firmy które wygrywają tego typu kontrakty robią skokowy wzrost swojego biznesu i często wchodzą na poziom wyżej. Krótko mówić rosną i rozwijają się. Stają się lepsze. A w Polsce prawie wszystkie poupadały, a podwykonawcy dla odmiany poszli w ich ślady.

A może jest gdzieś drugie dno … J o którym nie wiadomo … o którym istnieniu wiedzą tylko nieliczni … może o tym wiedzą tylko ci wykształceni managerowie … ale nie chcą się podzielić tą tajemną wiedzą.

Więc może jednak warto popracować nad naszą mentalnością i myśleniem „na skróty” i nie trzeba będzie tworzyć kolejnych przepisów, zasad i wytycznych. Może to jednak problem nie jest w tym, że o wygranym przetargu decyduje najniższa cena? Może problemem jest to, że wykonawcy właśnie liczą na to, że uda im się coś, gdzieś, z kimś ustalić nieformalnie.

Ciekawe co by było, jakby ci sami wykonawcy wiedzieli, że SIWZ to jak amen w pacierzu. Ma być i koniec. Ciekawe co by było, gdyby ci sami wykonawcy wiedzieli, że osoby/podmioty weryfikujące wykonywaną pracę bardzo dokładnie sprawdzą to co się dzieje w ramach przetargu i sprawdzą wszystko dokładnie to czy na pewno dawaliby tak niskie ceny?

Ciekawe … jak myślicie?

Może zatem warto abyśmy my wszyscy byli prawi na swoim polu działania i nie trzeba byłoby komplikować naszego życia nadmierną ilością przepisów.  I może to jednak nie cena, lecz nasza mentalność jest problemem?

Gospodarka, Biznes, Sport … czy to się da połączyć?

Nie ukrywam, że ten artykuł powstał na skutek moich obserwacji na temat tego co się dzieje wokół planów budowy stadionu miejskiego w Szczecinie. Wcześniej opisałem już swój pogląd na ten temat. Było to jeszcze w listopadzie 2015, kiedy rozpoczynała się coraz bardziej głośna rozmowa na temat przyszłości stadionu i kierunku modernizacji czy też budowy (patrz artykuł: http://ekonomiabielawskiego.blog.pl/2015/11/04/moj-ii-ligowy-szczecin-rozprawka-o-inwestycjach-miejskich/). Od tego czasu minęło około 3 miesięcy i okazuje się, że pomimo tego, że słychać w dyskusji głosy racjonalne, to mimo to argumenty zgłaszane przez niektóre środowiska są nijak nie zrozumiałe.

Ale zanim podsumuję sprawę stadionu miejskiego w Szczecinie chciałbym opisać zagadnienie powiązania Gospodarki, Biznesu i Sportu. Uważam bowiem, że tylko wtedy kiedy te trzy elementy współgrają ze sobą można mówić o czymś co może mieć charakter trwały i na dobrym poziomie. W innym przypadku jakość sportowa klubów jest albo nietrwała, albo nie jest na odpowiednim poziomie.

Zatem .. na początek chciałbym abyśmy zastanowili się nad trzema elementami, które moim zdaniem muszą zaistnieć w symbiozie aby efekt był taki jakby tego wszyscy chcieli i aby efekt ten był trwały. Po pierwsze: GOSPODARKA; po drugie: BIZNES; po trzecie: SPORT. Jak to połączyć?

Postaram się to przeanalizować na podstawie klubów piłkarskich, choć twierdzę, że ten sam model powiązań wpisuje się idealnie również do innych dyscyplin sportowych (zwłaszcza takich, które są w danym regionie wiodące i popularne). Przez jakiś czas zastanawiałem się nad tym jak to jest, że dany klub piłkarski potrafi przez kilka sezonów reprezentować przyzwoity poziom po czym nagle czar pryska i z klubu, który był istotny staje się klubem, o którym ktoś kiedyś słyszał. I tak oto zauważyłem pewną korelację, która jak się zadzieje, to jest bardzo duże prawdopodobieństwo że symbioza GOSPODARKI, BIZNESU i SPORTU może być długotrwała i na wysokim poziomie.

Obserwując kluby piłkarskie doszedłem do wniosku, że mamy do czynienia z trzema rodzajami klubów, które to kluby są najczęściej finansowane w powielającym się modelu biznesowym.

Po pierwsze: KLUBY MAŁE I ŚREDNIE: są to kluby piłkarskie finansowane głównie przez budżet danego miasta oraz władz lokalnych w ramach rozwoju sportu, aktywności sportowej itp. Kluby te są najczęściej klubami niższych lig rozgrywkowych dochodzących do poziomu I ligi (odpowiednika w Polsce).

Po drugie: KLUBY ŚREDNIE I DUŻE: są to kluby piłkarskie finansowane głównie przez biznes lokalny oraz przez budżet danego miasta oraz władz lokalnych w ramach rozwoju sportu, aktywności zawodowej oraz promocji miasta i regionu. Kluby te w zależności od wielkości lokalnego biznesu oraz wielkości miasta są w stanie być klubami dochodzącymi do najwyższej ligi rozgrywkowej, w której jednak (choć wyjątkowo może być inaczej) nie są klubami wiodącymi.

Po trzecie: KLUBY DUŻE I WIODĄCE: są to kluby piłkarskie finansowane głównie przez biznes o charakterze strategicznym/państwowym oraz przez biznes lokalny oraz przez budżet danego miasta oraz władz lokalnych w ramach rozwoju sportu, aktywności zawodowej oraz promocji miasta i regionu. Kluby te są najczęściej klubami wiodącymi w swoich ligach celującymi w najwyższe cele.

Teraz zapewne każdy z czytelników zaczyna się zastanawiać gdzie może umieścić swój faworyzowany klub piłkarski o jakim myśli. I zapewne jak się tak zastanowimy to klucz zależności pomiędzy finansowaniem, a miejscem klubu opisany powyżej będzie się powielał w znacznej większości przypadków.

Przypomnijmy sobie takie kluby jak: AMICA WRONKI … klub finansowany przez lokalny biznes oraz miasto. Klub był tak długo na mapie piłkarskiej jak długo były pieniądze od głównego sponsora AMICI. Pieniądze się skończyły i skończył się klub. MILIARDER PNIEWY … klub finansowany przez biznesmena, który próbował w ten sposób wypromować czasopismo Miliarder. Skończyło się czasopismo i skończył się klub. TERMALICA BRUK-BET NIECIECZA … klub finansowany przez firmę budowlaną, której czas zapewne się zakończy w tym samym czasie co hojność głównego sponsora firmy Bruk-Bet.

To są przykłady klubów z mniejszych miejscowości, które można co do zasady zakwalifikować do pierwszej grupy klubów tj. klubów MAŁYCH I ŚREDNICH, które po uzyskaniu głównego wiodącego sponsora są w stanie wejść na poziom klubów z drugiej kategorii tj. klubów ŚREDNICH I DUŻYCH.

Przypomnijmy sobie teraz kluby takie jak: POGOŃ SZCZECIN, FLOTA ŚWINOUJŚCIE, STILON GORZÓW, GWARDIA KOSZALIN itp. … kluby te są znane, lecz można je było zakwalifikować do drugiej grupy klubów tj. kluby ŚREDNIE I DUŻE. Wyniki sportowe tych klubów są wprost skorelowane z tym jak duże jest miasto oraz lokalny biznes. Losy tych klubów są jakie są. Żadna z tych drużyn nie zdobyła jeszcze najważniejszego trofeum w kraju, często kluby te są uczestnikami najwyższej ligi rozgrywkowej ale również drugiej lub trzeciej ligi rozgrywkowej z kolei. Ogólnie mówiąc raz jest lepiej, raz gorzej.

Przypomnijmy sobie teraz kluby takie jak: LEGIA WARSZAWA, LECH POZNAŃ, WISŁA KRAKÓW … są to kluby, które posiadają bardzo silne wsparcie ze strony lokalnego biznesu oraz władz miasta, a że lokalny biznes tych klubów jest mocny to i drużyny są silne i znane. Drużyny te najczęściej występują w najwyższej lidze rozgrywkowej i bardzo często wśród nich szuka się faworytów do zwycięstwa ligi.

Przypomnijmy sobie również klub … ZAGŁĘBIE LUBIN. Klub którego sponsorem jest Grupa KGHM, czyli de facto podmiot państwowy, którego cele są celami strategicznymi gospodarki państwa (przypomnę że Zagłębie Lubin zdobyło w roku 2007 tytuł Mistrza Polski). Stabilność takiego sponsora, opartego na działalności gospodarki państwa daje znacznie większą gwarancję na stabilny sukces klubu. Dzieje się tak głównie wtedy, kiedy sponsorem strategicznym jest podmiot „narodowy”, którego działalność wychodzi poza granice kraju i odbiorcami państwowego podmiotu są klienci spoza gospodarki danego państwa. Spójrzmy na połączenia klubów i sponsorów takich par jak: BAYERN-T-MOBILE … BARCELONA-QATAR AIRLINES … REAL MADRYT-FLY EMIRATES … PARIS SAINT-GERMAIN-FLY EMIRATES … BORUSSIA DORTMUND-EVONIK … ARSENAL LONDYN-FLY EMIRATES … JUVENTUS-JEEP.

Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że na naszym lokalnym podwórku rodzi nam się w Szczecinie sytuacja kiedy wszystkie te trzy elementy mogą się połączyć w całość w bardzo sensownym trójkącie. Z jednej strony bardzo wyraźnie widać klub Pogoń Szczecin z długofalową strategią zarządzany sensownie i skutecznie (przypomnę działalność Akademii Piłkarskich, zdrowe finanse klubu, racjonalna polityka transferowa itp.). Z drugiej strony mamy swój lokalny biznes, który jest taki jak pozwala na to rynek oraz lokalna siła przedsiębiorstw i biznesu. Z trzeciej strony pojawia nam się coraz mocniej na horyzoncie element Gospodarki w postaci podmiotu państwowego czyli Grupa AZOTY.

Zatem w trójkącie tym coraz realniej mogą zaistnieć wspólne cele, które są ze sobą współpracujące i tworzą swojego rodzaju symbiozę wszystkich trzech elementów, co nie jest czymś powszechnym. Element: Gospodarka ma taki cel aby zachować państwowość w branżach strategicznych, które sobie nakreśli dany kraj. W przypadku Grupy AZOTY celem jest zachowanie własności państwowej w branży chemicznej, która planuje dalszy rozwój wkraczający poza granice kraju.

Element: Biznes to po prostu podmiot w postaci zakładów chemicznych, które stoi przed gigantyczną inwestycją o wartości około 1,8 mld PLN. Inwestycja ta podniesie poziom sprzedaży w sposób skokowy, a klientami produktów będą klienci na całym świecie (głównie Europa).

W związku z tym element Biznes oraz element Gospodarka będą się spełniać w sytuacji kiedy planowany rozwój będzie zasadny biznesowo. A skoro plany sprzedaży znacznie wykraczają poza kraj, to Grupa AZOTY szukać będzie z pewnością możliwości promowania swojej marki na arenie międzynarodowej, a jak dobrze wiemy finansowanie sportu jest jednym z lepszych sposobów na promowanie marki. Summa summarum wydatki w postaci sponsorowania sportu nie są aż takie duże jakby się mogło wydawać. W przeliczeniu na wzrost rozpoznawalności marki wydatki takie okazują się być dość efektywnie wydatkowane. Zatem założyć można że Grupa AZOTY skłonna będzie (zwłaszcza po zrealizowaniu inwestycji) na jeszcze silniejsze wejście we współpracę z klubem Pogonią Szczecin aby móc promować się na rynku europejskim. Warunek jest jednak jeden … Pogoń Szczecin będzie musiało grać w europejskich pucharach. Bez tego cała zabawa nie ma sensu.

No i pozostaje nam trzeci element: Sport. W tym przypadku mamy do czynienia z klubem Pogonią Szczecin, która z roku na rok (po dużych perturbacjach właścicielsko-finansowych) wraca na ekstraklasowe salony. Polityka klubu jest bardzo wyraźna, długofalowa i konsekwentna. Jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeszcze nigdy nie widziałem w Pogoni Szczecin takiej strategii, która ma „ręce i nogi” i jest naprawdę sensownie i konsekwentnie realizowana.

Może się w tym miejscu urodzić pytanie: no i jak to wszystko ma się do stadionu Pogoni? A no ma się tak, że w naszym mieście (jak nigdy w historii) rodzą się na naszych oczach trzy najważniejsze elementy, które powinny zaistnieć razem i we współpracy aby mógł istnieć sport na bardzo wysokim poziomie i długofalowo. W związku z tym władze miasta, jako przedstawiciele społeczeństwa, powinni to zauważyć i dać możliwość dalszego wzrostu tej symbiozy. Oczywistym faktem jest to, że sponsor strategiczny jakim jest Grupa AZOTY nie zaangażuje się mocniej w przedsięwzięcie, które nie będzie dawało dużego prawdopodobieństwa zaistnienia drużyny w europejskich pucharach. Sponsor strategiczny klubu w postaci Grupy AZOTY będzie chciał uchwycić swój cel jakim jest (i zapewne będzie w jeszcze większym stopniu po zakończeniu inwestycji) możliwość reklamy swojej marki na arenie międzynarodowej. Aby się tak zadziało to klub Pogoń Szczecin musiałby mieć możliwość rozgrywania meczy na stadionie spełniającym wymogi UEFA, a także na stadionie, który będzie mógł być między innymi wizytówką drużyny, a co za tym idzie miasto Szczecin powinno zauważyć tworzący się na jej oczach symbiotyczny twór, który daje naprawdę długoterminowe perspektywy istnienia. Jest element Gospodarki (strategiczna firma państwowa), jest element Biznesu (sponsor główny w postaci Grupy AZOTY wraz z lokalnym biznesem), a także jest i Sport (klub Pogoń Szczecin, który w szerokim regionie jest jedyny i posiadający naprawdę szeroką rzeszę wiernych i zagorzałych kibiców).

Twierdzę, że niezauważenie przez władze miasta Szczecina tego zjawiska, które się dzieje w chwili obecnej na naszych oczach w naszym ogródku, będzie historycznym błędem. Uważam, że nie przychylenie się do prorozwojowej polityki w tym zakresie będzie czymś niewybaczalnym.

Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że obecnie (jak nigdy wcześniej) mamy historyczną szansę aby z jednej strony posiadać bardzo prężnie działającą firmę w naszym regionie, której skala będzie na miarę Europy (a może i świata), a z drugiej strony mamy bardzo dobrą relację pomiędzy tymże podmiotem, a klubem piłkarskim z naszego regionu jakim jest Pogoń Szczecin.

Mam nadzieję, że mój skromny postulat zawarty w niniejszym tekście da choć zalążek do przemyślenia powyższych kwestii.

Z drugiej strony można zadać sobie inne pytanie: a co będzie jak Grupa AZOTY stwierdzi, że równi dobrze ich interesy marketingowe może promować np. Lech Poznań albo Legia Warszawa? Przecież nigdzie nie jest powiedziane, że musi to być klub Pogoń Szczecin. Chodzi przecież de facto o reklamę i budowę marki poza Polską. Przecież również dobrze może to czynić klub piłkarski spoza regionu.

Ciekawe co wtedy zrobią nasi obecni włodarze? Czy nie mieliby za kilka lat kaca na myśl o tym, że być może zbyt mocno upierali się przy swoim stanowisku „ożywiania trupa” (mam oczywiście na myśli modernizację starego stadionu), zamiast wybudowania stadionu od podstaw nowoczesnego, którego funkcjonalność będzie uwzględniała czasy dzisiejszego rynku i dzisiejszych prawideł.

Przecież tyle razy ile dzięki dobrze grającej drużynie Pogoni w telewizji, w prasie, w radio i innych mediach pojawiać się będzie nazwa SZCZECIN to żadna inne reklama nie jest w stanie tego przebić. pomijam już element jakim jest fun i radość posiadanie u siebie klubu piłkarskiego z którego można być dumnym.

a przecież jesteśmy dumni z naszej DUMY POMORZA.

Drogowy krwiobieg …. Szczecina.

Tym razem podejmę próbę zmierzenia się z zagadnieniem regionalnym. W ostatnich latach co by nie było, zadziało się wiele ciekawych inwestycji o charakterze regionalnym oraz lokalnym. Bez wątpienia na wyróżnienie zasługuje inwestycja w Terminal LNG w Świnoujściu, która swoim rozmiarem oraz charakterem jest najważniejszą inwestycją w regionie od wielu lat.

Było też kilka ciekawych inwestycji zarówno miejskich w Szczecinie jak i regionalnych w województwie zachodniopomorskim. Te miejskie w Szczecinie to bez wątpienia: filharmonia, hala sportowa, centrum nanotechnologii, kąpielisko „Arkonka”, Technopark Pomerania oraz szereg inwestycji miejskich o charakterze drogowym tj. ul. Struga, dalsze etapy obwodnicy śródmiejskiej i inne. Te wojewódzkie inwestycje to przede wszystkim inwestycje w infrastrukturę, jak choćby oczyszczalnia ścieków wraz z rewitalizacją oraz budową nowych kanałów.

Teraz na plan pierwszy wysuwa się perspektywa ogromnej inwestycji Grupy Azoty, która znacząco i w sposób skokowy podnieść ma wielkość sprzedaży oraz wartość całej grupy kapitałowej Azoty. Na dziś mówi się, że inwestycja ma pochłonąć ponad 1,7-1,8 mld PLN. Bez znaczenia jest dokładna wartość inwestycji. Znaczenie ma to, że Grupa Azoty (a de facto państwo) podjęło decyzję, że tak ważną inwestycję będzie realizować na terenie województwa zachodniopomorskiego. Można uznać, że to druga (po terminalu LNG w Świnoujściu) tak ważna inwestycja w naszym regionie o charakterze strategicznym.

Patrząc na powyższe widać wyraźnie, że inwestycje te pochodzą z tzw. biznesu oraz JST. Nie zmienia to jednak faktu, że inwestycje JST powinny uwzględniać to co dzieje się w biznesie i odwrotnie. Co by nie było wygra ten, kto stworzy lepsze warunki do rozwoju drugiej stronie. I tak oto dochodzimy do sedna naszej rozprawki czyli tego co moim zdaniem powinno być w priorytecie władz lokalnych zarówno tych miejskich jak i wojewódzkich 9niezależnie od opcji politycznej).

Uważam, że inwestycją, która jest w stanie spiąć ze sobą cele miejskie miasta Szczecina oraz cele regionalne naszego województwa jest bez wątpienia inwestycja pt. Zachodnie Obejście Szczecina.

Zadziwiające jest (ale też niestety powszechne), że nasi lokalni politycy i włodarze są w tej materii bezradni. Niezależnie od tego z jakiej opcji politycznej się wywodzą wykazują taki sam poziom skuteczności tegoż zagadnienia, a mianowicie „zero” … lub jakby ktoś chciał bardziej dyplomatycznie posiadają status „do rozwoju”.

Ja rozumiem argumenty typu: a to że droga inwestycja, a to że sprawy właścicielskie gruntów, a to że przepisy unijne, a to że brak środków z ministerstwa, a że to … itd. itd. Jednak co by nie mówić, włodarzem się jest po to aby być skutecznym. To po pierwsze … po drugie i po trzecie. Tak jak i w przedsiębiorstwie. Menadżer który jest nieskuteczny nie jest dobrym menadżerem. Od tego jest się przywódcą aby osiągać cele.

Inwestycja pt. Zachodnie Obejście Szczecina rozwiąże szereg ważnych problemów i niedociągnięć naszej lokalnej bolączki jaką jest … kontakt z morzem. I tak jak już coraz więcej ludzi wie że Szczecin nie leży nad morzem (szacuję że odsetek wzrósł do około 3% wśród wszystkich Polaków :-)), to znajomość drugiego stopnia wtajemniczenia o Szczecinie jest na poziomie znajomości około (to mój szacunek) 0,05%. Tym drugim stopniem wtajemniczenia o Szczecinie jest mianowicie to, że do Szczecina można dojechać de facto tylko od strony południa (nie licząc Niemiec).

Szczecinianie czytający teraz tekst zapewne podnoszą kąciki ust i w duchu się uśmiechają, natomiast czytelnicy spoza Szczecina zapewne teraz otwierają mapy Polski i patrzą czy to co przeczytali to prawda … bo jak to możliwe, że do Szczecina można wjechać tylko od południa … przecież to jakiś absurd. Co ten facet tu wypisuje?!?

A więc tak: (to dla czytelników spoza Szczecina i niektórych mniej świadomych szczecinian) po pierwsze: wszystkie rejony znajdujące się na północ od Szczecina (począwszy od północnych dzielnic, poprzez Police i skończywszy na nowym Warpnie) aby dojechać nad morze muszą przejechać przez Szczecin. Oznacza to nic innego że muszą kierować się najpierw kilka, kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt kilometrów na południe aby po przejechaniu przez Szczecin móc „zawrócić” i skierować się w kierunku Goleniowa i dalej nad morze; po drugie: wszystkie rejony wschodnie centralne oraz zachodnie miasta Szczecin oraz dalsze ich rejony poza Szczecinem aby dojechać nad morze muszą wykonać dokładnie ten sam manewr tj. najpierw jedziemy na południe aby ostatecznie pojechać na północ; po trzecie: wszystkie rejony miasta jak jeden mąż aby pojechać na wschód muszą wykonać również dokładnie ten sam manewr co wyżej opinani przykładni … ba … nawet jak ktoś ze szczecina chciałby pojechać do Kołobrzegu, Koszalina, Słupska czy Trójmiasta musi (czy tego chce czy nie) najpierw pojechać na południe. Nie ma innego wyjścia.

Różnica polega jedynie na tym z którego miejsca rozpoczynamy swoją podróż. Im wyżej na północ tym więcej kilometrów musimy nadrobić >> tym więcej paliwa musimy spalić >> tym więcej musimy zanieczyścić środowiska >> tym bardziej będziemy tworzyć niepotrzebny korek w mieście >> tym więcej czasu stracimy … (stop, bo się zirytowałem).

Summa summarum nie trzeba chyba być geniuszem z geografii, że wykonanie inwestycji pozwalającej przeprawić się przez Odrę gdzieś w rejonach północnych miasta Szczecina i/lub w okolicach Polic czy Goleniowa powinno być niewątpliwie działaniem priorytetowym wszystkich polityków naszego regionu.

Oczywiście że temat Zachodniego Obejścia Szczecina pojawia się już od bardzo, bardzo dawna. Martwi mnie jednak to, że poza tym pojawieniem się nic się nie dzieje w tej sprawie. W interesie i miasta szczecina i włodarzy wojewódzkich powinno być to aby corocznie przeznaczyć jakiś budżet na to aby co rok być bliżej efektu docelowego. W czym kłopot aby przeznaczyć wspólne środki finansowe na to aby porządnie zbadać kwestię geologii, środowiska oraz możliwości budowy czy to mostu czy tunelu. Niech będzie to nawet koszt 30 mln PLN. W czym kłopot? Dlaczego nikt nawet nie przygotował porządnej koncepcji w tej sprawie i dlaczego do dziś nie posiadamy żadnej dokumentacji projektowej w tej sprawie? A jak nie ma projektów to i nie ma kosztorysów. Dlaczego?

Jestem przekonany, że każdy z nas mieszkających w Szczecinie co rok zaoszczędziłby (licząc średnio) minimum 10 PLN, na tym że nie musiałby nadrabiać drogi jadąc nad morze lub do Trójmiasta przez cały Szczecin. Dodajmy do tego oszczędności tych, którzy nie jadą nad morze (ich oszczędności polegałyby na tym, że nie musieliby stać w korkach spowodowanych w około 20-30% przez samochody które akurat jadą na południe lub wschód Polski i „telepią” się przez miasto). To powoduje, że na szybko licząc oszczędności i korzyści tej inwestycji to przede wszystkim ODKORKOWANY SZCZECIN, łatwiejsza komunikacja w mieście w ciągu dnia, wydajniejsze firmy itd.

Jakby tak przyjąć roboczo że średnia oszczędność to 10 PLN na każdego mieszkańca (choć przyznam, że aż ciśnie mi się aby napisać oszczędność rzędu do 100 PLN) to licząc że w aglomeracji szczecińskiej mieszka około 600.000 ludzi to mamy wartość 6 mln PLN rocznie (jeżeli nie 10 razy więcej).

Zastanawiam się czy miasto posiada obliczenia jaki procent dobowego ruchu ulicznego to samochody jadące z północnych dzielnic Szczecina i poza Szczecina i udające się na północ lub wschód Polski. Znów mogę tylko roboczo przyjąć że może to być około 10-30% ruchu ulicznego. Zatem skoro moje myślenie jest prawidłowe to można by przyjąć, że po zrealizowaniu inwestycji w postaci Zachodniego Obejścia Szczecina wraz z przeprawą przez Odrę inwestycja ta spowoduje ruch miejski mniejszy o około 10-30%. Czy to dużo? Oczywiście że dużo. Mówimy tu o ruchu miejskim głównymi szlakami komunikacyjnymi miasta tj. droga 10 od Mierzyna przez centrum miasta, droga 115 od jeziora Głębokiego przez centrum miasta oraz droga Szosa Polska i jej przedłużenie przez centrum miasta.

Jeżeliby z tych dróg „zdjąć” obciążenie o 10-30% to jestem przekonany, że każdy inny uczestnik ruchu (poruszający się jedynie po mieście) odczułby mniejszy ruch uliczny. To spowodowałoby wzrost przepustowości całego miasta >> bardziej wydajne firmy >> łatwiejszy i szybszy transport miejski >> mniejsze koszty życia (poprzez mniejsze spalanie paliwa przez każdego z nas) … (stop, bo znów się zirytowałem).

Rodzi się zatem pytanie: Dlaczego Szczecin oraz Urząd wojewódzki nie posiadają REALNYCH (ale podkreślam wyraz REALNYCH) planów na realizację tej inwestycji? Dlaczego? Skoro temat ten jest już wałkowany od wielu lat i nie posiadamy nawet „sadzonki”, a chcemy mieć piękny „ogród”.

Nie muszę chyba pisać, że inwestycja w postaci Zachodniego Obejścia Szczecina będzie idealnym uzupełnieniem planowanej ogromnej inwestycji Grupy AZOTY, po zrealizowaniu której ruch uliczny (zwłaszcza ten ciężki) zwiększy się bez wątpienia.

Mamy w swoim samorządzie przecież osoby z wieloletnim stażem. Wiem że osoby te posiadają wiedzę jak to zrobić i przeprocesować … problem chyba jednak jest taki, że rozgrywki polityczne i to czy będę mógł/mogła to przypisać sobie czy nie, jest najważniejszym czynnikiem jakim kierują się nasi lokalni politycy. Niech każdy z naszych polityków zada sobie pytanie ile czasu poświęcił na tak strategiczny ruch jakim byłoby wykonanie inwestycji Zachodniego Obejścia Szczecina … i dlaczego tak mało. I nie chodzi mi tu o jakiej kuluarowe spotkanie przy kawie przy okazji jakiegoś bankietu. „Stand up`y” to mamy teraz w telewizji jako formę kabaretu. Chodzi o prawdziwe i realne zajęcie się tematem. Ustalenie kamieni milowych i krok po kroku coroczne osiąganie celów w tym temacie … może być nie pośpiesznie (boję się napisać „wolno”, bo zaraz ktoś powie że wolno to właśnie teraz idzie) ale skutecznie i konsekwentnie.

Przecież od dawna wiadomo, że krwiobiegiem gospodarki jest transport … ten drogowy i kolejowy zwłaszcza. Im szybszy tym lepszy. Niemcy pierwsze co budowali to autostradę … a potem dalszą infrastrukturę … Droga krajowa Szczecin-Chociwel to typowy przykład tego jak to było planowane przez Niemców. Co by nie mówić … w tym są dobrzy i warto czerpać z tego wnioski.

Dlaczego, zatem tak nie myślą nasi politycy? Dlaczego?

Rozwojowy System Podatkowy – koncepcja

Temat podatków wraca z każdym kolejnym wydarzeniem politycznym. Wracają różne koncepcje. Debata znów staje się bardziej żarliwa. Pojawiają się w mediach kolejne pomysły, plany oraz sugestie. Ze wszech stron wypowiadają się w tej sprawie (o zgrozo!) politycy, a także (co jest znacznie lżejsze dla mądrego ucha) eksperci.

W zasadzie jakby tak posłuchać każdego z wypowiadających się polityków oraz ekspertów z osobna (na ten czy inny temat), to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ma rację. W znacznej większości z nich, ciąg logiczny wypowiedzi jest spójny i trudno byłoby mu cokolwiek zarzucić. Dlaczego zatem jakby połączyć ze sobą dwie różne wypowiedzi dwóch różnych osób okazuje się, że są one co najmniej rozbieżne? Jak to się dzieje, że każdy z nich z osobna ma rację, lecz jak zestawimy poszczególne teorie ze sobą, to mają się one nijak do siebie nawzajem? A spróbujmy dodać do tego jeszcze dziesiątki innych wypowiedzi, w których znajdziemy dziesiątki innych koncepcji … wtedy to dopiero powstanie informacyjny chaos.

Uważam jednak że najważniejsze jest to, aby rozwiązania panujące w gospodarce wpisywały się w koncepcje oraz cele jakie chcemy uchwycić z punktu widzenia gospodarki państwa. To jest pierwsza, podstawowa i w zasadzie jedyna zasada jaka powinna panować. Najważniejszy jest cel jaki chcemy osiągnąć jako gospodarka kraju. No i właśnie … tu się zaczyna. Pytanie: co jest celem? Niezależnie od tego czy wypowiedź jaką słyszymy pochodzi od polityka czy od eksperta powinniśmy sobie zadać pytanie czy wypowiedź ta wpisuje się w cel nadrzędny jaki powinien być określony dla Polski i polskiej gospodarki.

*Przypomnę w tym miejscu przykład managera, który opisywałem we wpisie „Demograficzny System Emerytalny – koncepcja” (z dnia 03 listopada 2015). Podawałem tam przykład managera, który próbując uzyskać wzrost sprzedaży w swoim przedsiębiorstwie motywował swoich pracowników rozliczaniem ich za liczbę odbytych spotkań, a nie jak to uczynił manager firmy konkurencyjnej motywujący swoich pracowników za efekt sprzedażowy.

W związku w tym, nie „kupujmy” wszystkich argumentów jakie słyszymy na temat podatków i innych proponowanych rozwiązań ekonomicznych tylko dlatego, że są one bliskie naszemu sercu i/lub wiedzy. Zastanówmy się czy to lub inne rozwiązanie proponowane przez wypowiadającego się będzie najbardziej zasadne dla gospodarki Polski i jego nadrzędnych celów. Jako kraju. Jako dobra nas wszystkich. Rozwiązania ekonomiczne nie mogą prowadzić do promowania konkretnej grupy społecznej tylko dlatego, że tak było kiedyś. Rozwiązania ekonomiczne powinny być tak dobrane aby dawały poczucie, że są proste do zinterpretowania, łatwe do uchwycenia i ukierunkowane celowi wyższemu jakim jest gospodarka całej Polski.

*Przypomnę tu dwa podstawowe cele jakie moim zdaniem powinny być uchwycone w ramach zgłaszanych przeze mnie postulatów w ramach ekonomicznego projektu GOSPODARNA POLSKA: (1) POPRAWA DEMOGRAFII, (2) TAŃSZEGO PAŃSTWA przy zachowaniu mentalności, która nakazywałaby myśleć: szczęśliwe państwo ze szczęśliwymi obywatelami, a nie szczęśliwi obywatele blokujący rozwój szczęśliwego państwa.

Dodam tutaj, że akceptuję pewne rozwiązania, które uwzględniać powinny to, aby uchwycone były cele najważniejsze dla całej gospodarki oraz cele narodowe. Przykładem może być np. fakt (nie opisywany wcześniej przeze mnie, a jednak wpisujący się w konwencję Demograficznego Systemu Emerytalnego) zaproponowanie niższej stawki podatku PIT dla osób posiadających/utrzymujących więcej niż dwoje dzieci. Takie rozwiązanie z jednej strony promuje Demograficzny System Emerytalny, jak również promuje dzietność rodzin/osób, które posiadają dochody, a zatem są czynnymi zawodowo, a nie bezrobotnymi. To bardzo ważne aby promować aktywność życiową, a nie wspierać bierność. Moim zdaniem propozycja 500 PLN na dziecko będzie raczej promować rozwój biedy i być może nawet patologii.

Przechodząc jednak do kwestii podatków uważam, że system podatkowy powinien być tak skonstruowany aby spełniał kilka podstawowych zasad, które po zsumowaniu spełnią jeden i podstawowy cel, a mianowicie: Koszty utrzymania państwa powinny być wyraźnie niższe. Obecnie zbyt wielu urzędników państwowych zaangażowanych jest w kwestię oceny czy dany sposób księgowania i stosowania prawa (w kontekście Rozwojowego Systemu Podatkowego głównie prawa podatkowego) jest prawidłowy. Zbyt wielu urzędników my podatnicy musimy utrzymywać, aby urzędnicy ci sprawdzali nas, czy prawidłowo interpretujemy prawo. Celem jest stworzenie takich przepisów i uproszczenie ich na tyle, aby nie było potrzeby (lub aby potrzeba taka zmniejszyła się drastycznie) zastanawiania się nad interpretacją przepisów prawa (głównie podatkowego). Przedsiębiorca oraz podatnik w osobie zwykłego Kowalskiego nie powinien tracić czasu i pieniędzy, aby zastanawiać się jak coś rozwiązać aby podatek ominąć lub co zrobić aby „podciągnąć” dany przepis pod siebie i próbować przeforsować dla siebie niższy podatek.

W sytuacji kiedy zasady będą prostsze oraz mniej będzie wyjątków, furtek oraz odstępstw od podstawowych zasad, przedsiębiorcy oraz zwykli obywatele skupią swoją uwagę na tym jak tworzyć PKB, a nie jak lawirować pomiędzy przepisami. Nikt chyba nie ma wątpliwości, że nawet najbardziej rozbudowany i zawiły system podatkowy zostanie i tak „ominięty” przez największych. Zawiły system podatkowy i tak zawsze będzie miał luki, które wykorzystają korporacje oraz najbogatsi. Zawiłość systemu powoduje to, że tracą na tym ci, których nie stać na wynajęcie prawników, doradców oraz ekspertów.

W związku z tym uważam, że system podatkowy powinien być jak najprostszy, a postulaty co do systemu podatkowego jakie zgłaszam to:

1. Podstawowe zasady podatkowe:

a) Uproszczenie systemu podatkowego: mniej stawek, mniej przepisów, mniej wyjątków,

b) Ujednolicenie i scalenie podatku VAT: dla wszystkich,

c) Promowanie twórczych i aktywnych zawodowo: ewentualne preferencje powinny być dedykowane tym, którzy generują wzrost PKB oraz poprawiają stan demografii państwa, a nie dla tych którzy są bierni zawodowo oraz nieaktywni społecznie,

d) Podatki płaćmy w Polsce: wprowadzenie zapisów uniemożliwiających korporacjom wyprowadzanie pieniędzy z systemu podatkowego Polski,

 

2. Poziom podatków:

a) Podatki dla REZYDENTÓW: podatek: VAT: 15%, Podatki dochodowe PIT i CIT: 15%,

b) Podatki dla NIEREZYDENTÓW: Podatek VAT: 15%, podatki dochodowe PIT i CIT: 0%, podatek OD PRZYCHODÓW: 1,25%.

 

Zasady podatkowe oparte na powyższych zasadach powinny dać impuls do realizacji celu jakim jest: (1) poprawa stanu demograficznego Polski, a przez to łatwiej będzie zarządzać finansami państwa oraz (2) stworzeniu tańszego państwa, w którym mniej będzie urzędników przeszkadzających tworzeniu PBK.

Wprowadzenie dla nierezydentów podatku od przychodów spowodowałoby to, że niezależnie od sztucznie tworzonych kosztów przez wielkie korporacje oraz nierezydentów podatki (przynajmniej w dużej części) pozostałyby w Polsce. Zastąpienie podatku od dochodów podatkiem od przychodów miałoby dwie podstawowe zalety. Otóż po pierwsze: wykluczyłoby sztuczne zaniżanie dochodów przez wielkie korporacje (najczęściej przez korporacje finansowe, medyczne, ubezpieczeniowe, handlowe czy choćby teleinformatyczne) poprzez sztuczne tworzenie kosztów (np. poprzez opłaty na rzecz spółek-matek za wykorzystywanie logo grupy kapitałowej). Przecież to nic innego jak wykorzystanie luki prawnej mającej na celu wyprowadzenie podatków do krajów skąd pochodzi kapitał. Po wprowadzeniu takich zapisów zarówno nierezydenci, jak i światowe korporacje mogłyby tworzyć sztucznych kosztów ile by chciały, a i tak podatki w dużej części musiałyby pozostać w Polsce. Po drugie: zastąpienie podatku od dochodu na rzecz podatku od przychodów promowałoby przedsiębiorstwa prowadzące swoje interesy w Polsce w szerszym zakresie. Im wyższy poziom generowanych obrotów, tym bardziej optymalny efekt podatkowy dla danej korporacji. Takie rozwiązanie spowoduje, że jako kraj otwarty na zagraniczny kapitał będziemy atrakcyjniejsi dla najlepszych. Takie rozwiązanie spowoduje, że w Polsce powinny pojawić się liderzy w swoich branżach prowadzący swój biznes w szerokim wymiarze i płacący podatki w Polsce.

Dodatkowo uważam, że należałoby ujednolicić stawki podatków dla wszystkich. To spowodowałoby zapewne, że mniejsza część urzędników, doradców oraz sądów musiałaby się skupiać na pracy nad czymś co nazwałbym „chęcią znalezienia luki w prawie podatkowym”. W pierwszej kolejności przedsiębiorcy oraz zwykli podatnicy nie musieliby tracić czasu i pieniędzy na wyszukiwaniu luk prawa podatkowego. W drugiej kolejności urzędnicy nie musieliby się skupiać na wyszukiwaniu błędów rozliczania się oraz księgowania zdarzeń gospodarczych w celu wyszukiwania nieprawidłowości. W trzeciej kolejności w przypadku sporów sądy nie musiałyby tracić czasu na rozwiązywanie tych problemów, a zatem miałyby więcej czasu na inne czynności i rozprawy.

Jak widać na każdym etapie otrzymujemy efekt w postaci zaoszczędzonego czasu i pieniędzy. Summa summarum efektem powinno być to, że koszty państwa spadną, a co za tym idzie spowoduje to (1) możliwość obniżenia obciążeń podatkowych (2) możliwość przesunięcia wydatków państwa na inne/lepsze cele o charakterze strategicznym.

Przechodząc z poziomu haseł na konkrety można zapytać: dlaczego prowadząc tą samą działalność gospodarczą podatnik może płacić podatek liniowy 19% (jednocześnie nie mogąc korzystać z ulg na dziecko czy choćby nie korzystając z możliwości wspólnego rozliczania się z małżonkiem) lub podatnik jest opodatkowany podatkiem 18% do kwoty około 85.500 PLN oraz 32% ponad tą kwotę (zachowując jednak prawo do wspólnego rozliczania się oraz zachowując prawo do ulg na dzieci)? Przecież to w dalszym ciągu ten sam podatnik posiadający i żonę i dziecko. Czy zamiast skupić się na zastanawianiu która forma opodatkowania będzie lepsza nie powinien poświęcić więcej czasu rodzinie albo swojej pracy, którą wykonuje?

Inny przykład: dlaczego prowadząc działalność gospodarczą i zajmując się działalnością handlową przedsiębiorca płaci podatek VAT w wysokości 23%, a w przypadku kiedy ten sam produkt zostanie przez niego ulepszony/wyposażony podatek VAT może być niższy (w zależności od branży w jakiej pracuje)? Przecież to w dalszym ciągu ten sam przedsiębiorca i ten sam produkt. Czy nie powinno być tak, że ten przedsiębiorca powinien się skupić na rozwinięciu sprzedaży zamiast tracić czas nad zastanawianiem się co by tu wymyślić aby do konkretnego produktu dodać aby mógł on przez fiskusem wskazać że produkt został ulepszony? A co by się stało jakby ten sam fiskus stwierdził że działania tego przedsiębiorcy naruszają przepisy podatkowe i działania przedsiębiorcy służyły jedynie temu, aby ominąć konieczność zapłacenia podatku o stawce 23%? W tej sytuacji niepotrzebnie traci czas zarówno przedsiębiorca, jak i urzędnik który musi stracić swój czas aby wykryć tak chytry plan przedsiębiorcy. Problem polega jednak na tym, że przedsiębiorca ryzykuje swoim istnieniem na rynku, a urzędnik nie ryzykuje prawie niczym. Nadwyrężona reputacja danego urzędu skarbowego oraz konkretnego urzędnika, powiedzmy sobie szczerze, ma się nijak do ryzyka istnienia przedsiębiorcy i jego załogi.

Inny przykład: dlaczego prowadząc działalność gospodarczą i przekazując nadwyżki produkcji (np. w branży spożywczej) przedsiębiorca wspierając dzieci musi płacić podatek VAT? Przecież przedsiębiorca zamiast wspomagać potrzebujących mógłby wyrzucić całą nadwyżkę produkcji (np. pieczywa) do kosza. Jedzenie by się wywiozło na wysypisko, na którym rzesza ptactwa i wszelkiego robactwa miałaby ucztę.

Przykładów jak te można wymieniać setki. Jednak z każdym kolejnym przykładem zaczyna w człowieku rosnąć społeczna frustracja oraz pytanie: czy tak musi być? Czy te zasady nie są zbyt skomplikowane? Czy jako przedsiębiorca/obywatel na pewno w pełni je wykorzystam i nie popełnię błędu. Nie muszę chyba przypominać, że jeżeli popełnimy błąd to oczywiście fiskus swoimi instytucjami bardzo szybko nam wskaże nasze niedociągnięcia wystawiając za to stosowny „rachunek”. Nie muszę też przypominać, że aby fiskus mógł mieć pewność, że wszystkie zasady zostały przez przedsiębiorcę/podatnika spełnione bez żadnych naruszeń przepisów, zmuszony jest zatrudnić całą rzeszę urzędników, którzy za pieniądze przedsiębiorców/podatników są utrzymywani przy życiu. Przecież wszystko to, to jakieś absurdy, stworzone przez państwo dla swoich obywateli. Czy gdyby uprościć te przepisy, nie byłoby łatwiej? Przedsiębiorca skupiłby swoje myślenie na tym jak rozwijać się na rynku, a urzędnik mógłby skupić się na analizowaniu naprawdę ważkich tematów, a obywatel mógłby poświęcić swój czas rodzinie lub pasji.

Tak oto w widzę kwestię podatkowe, które nazwałbym ROZWOJOWYM SYSTEMEM PODATKOWYM, który to system idealnie wpisywałby się w ekonomiczną ideę Gospodarnej Polski, którą przedstawiłem na samym początku prowadzenia bloga (wpis z dnia 02 listopada 2015). W końcu przejrzystość wynikać może tylko i wyłącznie z prostoty panujących zasad. Proste przepisy to mniej urzędników. Mniej urzędników to tańsze państwo.

Mój II-ligowy Szczecin – rozprawka o inwestycjach miejskich

Tym razem podejmę próbę zmierzenia się z zagadnieniem lokalnym. Chodzi o inwestycje miejskie w Szczecinie w kontekście piłkarskiego stadionu miejskiego. Przyznaję, że w Szczecinie od czasów kiedy prezydentem jest Piotr Krzystek widać efekty zmian. Szczecin krótko mówiąc się zmienia. Zmienia na plus. Tak mówią przyjezdni, tak twierdzi większość mieszkańców. Oczywistym faktem jest to, że każdy ma swoje priorytety, które chciałby aby były realizowane ale summa summarum całokształt oceny jest taki, że widać to że Szczecin się zmienia na lepsze.

Pamiętam jak dziś kiedy to po opuszczeniu fotela prezydenta przez pana Mariana Jurczyka nasze miasto podjęło decyzję o przygotowaniu ratingu finansowego miasta. Było to już za kadencji prezydenta Piotra Krzystka. Jakiż to był lament, że miasto wydaje tyle pieniędzy na przygotowanie ratingu finansowego. Jakież to żale pojawiały się wśród dziennikarzy, że pieniądze te można by było przekazać na inne cele … a to jedni mówili że można by było za to wybudować ze 3 przedszkola, albo wyremontować kilkanaście … a to inni wieszali psy na władzy, że za te pieniądze to mogliby wyremontować jakiś fragment ulicy, skweru, parku itp. … a to jeszcze inni krytykowali ten pomysł tylko po to aby krytykować. No ale przecież mamy wolny kraj i mogą mówić co chcą.

Mało kto wtedy rozumiał pewne zasady panujące w finansach miasta (również tych na płaszczyźnie miasto-wierzyciele/banki). Mało kto też mógł to rozumieć jako że doświadczeń takich dużo nie było. Można powiedzieć że jako społeczeństwo się tego dopiero uczyliśmy. Ale byli też tacy, którzy proces te rozumieli bardzo dobrze. Bardzo dobrze rozumieli, że w gospodarce rynkowej o dość rozwiniętym poziomie panują pewne zasady i prawidła, które w długim terminie pozwalają osiągnąć znacznie większe korzyści przy podjęciu pewnych wydatków na początku.

Dla zobrazowania podpowiem jak to wygląda: otóż tak jak i w finansowaniu przedsiębiorstw przez banki tak i w finansowaniu JST (Jednostek Samorządu Terytorialnego) -w tym i miast- zgodnie z II umową Bazylejską, każda instytucja finansowa ma obowiązek ratingować swojego klienta, dla którego oferuje produkty/usługi o charakterze kredytowym. Ratingować to znaczy, że musi ocenić rating finansowy swojego klienta i nadać go zgodnie z polityką kredytową zaakceptowaną przez nadzór finansowy danego kraju (w Polsce Komisję Nadzoru Finansowego). I co w związku z tym? A no to, że określony rating finansowy daje odpowiednią możliwość finansowania danego podmiotu (również w rozumieniu JST), a dodatkowo ma wpływ na cenę finansowania czyli mówiąc najprościej oprocentowanie kredytu/pożyczki.

Idąc dalej w sytuacji kiedy miasto Szczecin posiadło rating przygotowany przez instytucję ratingową (w tym przypadku był to rating FITCH) na poziomie kraju (przypomnę, że rating miasta nie może być wyższy niż rating całego kraju) okazało się, że Miasto Szczecin może starać się o finansowanie zewnętrzne, którego koszt obsługi (czytaj: głównie oprocentowanie) będzie niski, a poziom finansowania może być wysoki.

Takie posunięcie było bardzo dobrym i przemyślanym ruchem w ówczesnym czasie. Wynikało to z faktu, że miasto Szczecin, które za rządów pana Runowicza, pana Jurczyka, pana Koćmiela, a także i pana Sochańskiego prawie nie inwestowało i w związku z tym prawie nie posiadało zobowiązań finansowych o charakterze kredytowym. Paradoksalnie to spowodowało, że i sam rating FITCHa był na bardzo dobrym poziomie, a to z kolei otworzyło Szczecinowi drzwi na możliwość pozyskania dogodnego finansowania inwestycji miejskich, które w dużej mierze sfinansował Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju. Przypomnę (choć mogę się nieznacznie pomylić z dokładnością kwoty), że miasto Szczecin mogło w ówczesnym czasie dokonać łącznych inwestycji na kwotę około 600 mln PLN.

Tak czy inaczej Szczecin stanął przed sytuacją, w której mógł dokonać znacznych inwestycji. To wtedy powstawały plany budowy hali, basenu, wielu inwestycji drogowych (w tym powstawały kolejne etapy obwodnicy śródmiejskiej) oraz całego szeregu innych inwestycji.

Przypomnę również, że w tym samym czasie powstał zupełnie nowy koncept pt. Floating Garden. No i tu mieliśmy ponownie do czynienia z lamentem ludzi, którzy wieszali psy na władzach miasta, że projekt jest do niczego, że drogi, że niepotrzebny itd. Itd. Po czym okazało się, że zostało to przygotowane profesjonalnie, a Szczecin wizerunkowo na tym zyskał. Doszły do tego wydarzenia typu The Tall Ships Races i nagle okazało się że „chwyciło”. I znów plus dla miasta i ich włodarzy.

Następnie lament pojawił nam się przy planach budowy nowej filharmonii. A to że za droga, a po co to, to, a czy musi być takie dziwne?, a czemu akurat w tym miejscu itd. Itd. I co się okazało? Nowy projekt filharmonii okazał się strzałem w dziesiątkę. Szczecin jest z tego dumny, zaczyna być nawet kojarzony z tym właśnie budynkiem. Okazuje się, że nawet nowe pocztówki oraz reklamówki medialne z miasta są z wizerunkiem nowej filharmonii lub na tle nowej filharmonii. I znów się okazało, że tylko projekty odważne mają dziś rację bytu.

Hala sportowa funkcjonuje świetnie, basen sprawdza się idealnie, filharmonia przerosła najśmielsze oczekiwania, inwestycje drogowe się sprawdzają (Struga, Szybki Tramwaj, Potulicka, obwodnica śródmiejska i szereg innych).

I tak oto można by się zacząć zastanawiać po co ten tekst, w którym się rozpływam nad słusznością, zasadnością posunięć władz miejskich? Czy na pewno pisząc ten tekst miałem zamiar tylko i wyłącznie zaśpiewać pieśń ku naszej lokalnej władzy? No i właśnie … no i się zaczęło. Uważam, że właśnie wszystkie te inwestycje, poczynania, odważne ale i przemyślane decyzje spowodowały, że władzę w naszym mieście mamy tą samą od kilku lat. To właśnie dlatego mieszkańcy dali po raz kolejny kredyt zaufania.

Jednak to co się dzieje w temacie stadionu pojąć nie mogę. Ci sami włodarze miasta nagle wykazują się zupełnie innym podejściem niż w przypadku filharmonii, basenu, szybkiego tramwaju, wielu nowych inwestycji miejskich. A co dokładnie się zmienia? A no podejście mentalne. Okazuje się, że nagle dla miasta lepszym rozwiązaniem jest reanimacja „trupa” niż stworzenie czegoś nowego. I nie chodzi tu o to aby powstał stadion na 45.000 widzów. Nikt przecież o zdrowych zmysłach tego nie zaakceptuje. Ale żeby próbować na „zgliszczach” obecnego stadionu budować (choć lepszym pojęciem byłoby: wskrzeszać zmarłego) coś co już na starcie nie będzie spełniać wymogów ówczesnych kibiców … to jest to dla mnie nie do pojęcia.

Rodzi się zatem pytanie: to dlaczego miasto nie zreanimowało starego basenu WDS? Po co budowano nowy? Taki ładny, funkcjonalny i świetnie sprawdzający się. Po co? A dlaczego miasto nie reanimowało starej filharmonii tylko budowało nową? Taką piękną, elegancką, prestiżową i zdobywającą najwyższe nagrody z dziedziny architektury, ale również świetnie przygotowaną od strony funkcjonalnej (akustyki, nagłośnienia itd.) . Po co? A dlaczego miasto ma w planach budowę NOWEGO zachodniego obejścia Szczecina (czyli NOWEJ obwodnicy miasta)? Może lepiej będzie wyremontować stare drogi. Przecież też będą spełniać wymogi budowlano-transportowe. A że wtedy nie będą spełniać ówczesnych wymogów samych użytkowników to już inna kwestia.

Jedna z ostatnich debat w mieście na temat nowego stadionu mnie poraziła. Otóż jeden z przedstawicieli władz miasta (nazwisko jest nieistotne, bo nie o to tu chodzi) próbował przekonać wszystkich obecnych, że stadiony takie jak ten który powstałby po reanimacji „trupa” są obecnie budowane na świecie. Ten sam pan podał przykład bodajże trzech stadionów, z których jeden okazał się już dawno nieużywany, drugi był budowany w latach chyba 60-tych, a śmiech na sali spowodował, że o trzecim przykładzie już nikt nie pamięta. Pewnie gdzieś stoi i … stoi.

Zastanawiam się dlaczego mentalność decyzyjna naszych włodarzy w tym właśnie aspekcie jest tak usztywniona? Dlaczego też ta sama mentalność nie jest taka sama jak w przypadku filharmonii, czy basenu? Mam wrażenie, że chodzi tu o jakieś podskórne i ambicjonalne działania, bo jakby przeanalizować psychologię podejmowania decyzji władz miejskich to kierunek myślenia w sprawie stadionu miejskiego jest zupełnie inny niż w przypadku innych inwestycji typu filharmonia, hala sportowa czy basen. Wszystkie wcześniejsze są nowym tworem i świetnie funkcjonują. Mało tego … przyciągają sponsorów i podnoszą prestiż rozgrywek. Nawet nasze waleczne siatkarki z Polic grają na hali w Szczecinie, której nazwę nadał sponsor główny „Grupa Azoty”.

Powiedzcie mi proszę dlaczego miasto nie idzie w kierunku wybudowania stadionu tak jak to robiły niemieckie kluby? Przykładów mamy tutaj dziesiątki. Sam kiedyś grając w Pogoni Szczecin (jeszcze w czasach jak byłem juniorem) pamiętam, jak jeździliśmy na mecze do Union Berlin, Dynamo Berlin, do Koeln, do Hamburga, do Szwecji, do Danii i innych. Tam stadiony budowano tak, że projekt architektoniczny był wykonywany zawsze tak aby był nieco „na wyrost”. Jednak samą budowę robiono tylko w części tej jaka była potrzebna. Co to powodowało? A no to, że stadion miał przygotowane całe podwaliny (w tym przypadku chodzi głównie o fundamenty), lecz faktycznie wykończone w pierwszym etapie były np. trybuny ale tylko na pierwszym poziomie. To z kolei powodowało, że w przypadku konieczności oraz możliwości należałoby jedynie „dostawić/dobudować” kolejny poziom trybun.

Więc dlaczego my nie możemy zrobić podobnie? Niech nikt nie wierzy, że reanimacja „trupa” zamknie się kwotą 100 mln PLN !!! to niemożliwe. Jestem przekonany, że ostateczna kwota wyniesie w okolicach 180 mln PLN. A skoro mamy wydać około 180 mln PLN to dlaczego by nie zbudować czegoś sensownego od podstaw? No dlaczego?

W związku z tym zgłaszam postulat aby przyjrzeć się naszemu miejskiemu stadionowi w następujący sposób:

Po pierwsze: Należałoby przygotować projekt architektoniczny stadionu zbudowanego modułowo w taki sposób aby posiadał cztery podstawowe trybuny (dwie z boku i dwie na końcach boiska). Od razu jednak postuluję aby stadion w swojej architekturze miał również „to coś” co ma filharmonia. Niech stanie się on docelowo czymś pięknym architektonicznie.  

Po drugie: maksymalna wielkość stadionu w przygotowanym projekcie powinna wynosić 35.000 widzów (przypominam, że chodzi tylko o maksymalną pojemność, a nie budowanie takiego stadionu).

Po trzecie: wybudowanie stadionu, który ze względu na swój projekt będzie mógł być budowany modułowo/etapami, a w pierwszym etapie należałoby wybudować całe fundamenty tak jakby miał powstać cały stadion o pojemności 35.000, lecz całą koronę trybun należałoby najpierw zrobić tyle aby wydać właśnie te 180 mln PLN. To spowodowałoby, że bylibyśmy w stanie na chwilę obecną posiadać nowoczesny stadion na około 15.000 widzów, ale w razie konieczności będzie na czym dobudowywać kolejne poziomy/elementy, które spowodowałyby wzrost liczby widzów o kolejne etapy.

Czy takie rozwiązanie nie byłoby świetnym połączeniem argumentów obecnych władz miejskich, możliwości finansowych oraz oczekiwań całego środowiska piłkarskiego?

Uważam, że przy takim podejściu argumenty władz miasta, że projekt musi się samofinansować staną się bez jakiejkolwiek mocy. A dlaczego? A no dlatego, że jeżeli nie będzie pieniędzy to zrobimy jedynie to co musimy zrobić, jednak jeżeli klubem zainteresowałby się prawdziwy inwestor albo stadion miałby posiadać nazwę sponsora tytularnego to wtedy można by było TYLKO dobudować kolejne elementy układanki zwiększając liczebność widzów o następne 5.000. jeżeli byłaby taka potrzeba i możliwości to w kolejnym etapie można by było zrobić znów kolejny krok o 5.000 widzów … i tak oto etapami za jakiś czas mielibyśmy faktycznie nowoczesny stadion, który nowoczesny byłby już od samego początku, a zmieniałaby się jedynie jego wielkość liczona liczbą widzów.

A może warto by zrobić z tego stadionu coś na kształt drugiej filharmonii? Dlaczego by nasz stadion nie miałby być kolejną wizytówką miasta i naszej Dumy Pomorza? Dajmy szansę sobie sami na to aby Szczecin był z czymś kojarzony. Filharmonia to spełnia w 100%. Niech i stadion taki będzie.

Czy my naprawdę musimy mieć stadion z tzw. II ligi? Czy my nie zasługujemy na to aby stworzyć naprawdę „coś”?  Nie stać nas na to? Moim zdaniem pokazałem rozwiązanie jak połączyć wszystkie argumenty i ulepić coś sensownego od samego początku.

Demograficzny System Emerytalny – koncepcja

Długo zastanawiałem się nad tym, dlaczego w Polsce (ale i również na świecie) wiek w którym ludzie przechodzą na emeryturę jest określony w sposób kompletnie oderwany od tego z czym de facto powinien być powiązany w pierwszej kolejności. Przyznam szczerze, że nijak nie znalazłem sensownej odpowiedzi. A to różne grupy społeczne mogą przechodzić na emeryturę po 15 latach pracy, a to jeszcze inne grupy społeczne mogą przechodzić na emeryturę po 20 i/lub 25 latach pracy, a to kobiety mogą szybciej niż mężczyźni, a to w zależności od branży, od regionu, od stażu pracy, od wieku i stażu pracy jednocześnie itd. Itd. Jednak wszystkie te powiązania są tworem przyjętym przez większość krajów i w pewnym sensie mają one swoje racje, jednak żadne z nich nie oddaje tak naprawdę istoty rzeczy oraz nie bazuje na podstawowej zależności panującej w tej właśnie materii.

Wyobraźmy sobie np. przedsiębiorstwo, które próbuje zmotywować swój dział sprzedaży od liczby odbytych spotkań z nowymi klientami. Jak myślicie … do jakich efektów dojdą nasi sprzedawcy? A no właśnie. Priorytetem dla naszych sprzedawców będzie nie to aby sprzedawać skutecznie, ale aby odbywać jak największą liczbę spotkań. Czy w ślad za tym wzrośnie w naszym przedsiębiorstwie sprzedaż? Pewnie trochę wzrośnie … dzięki statystyce. Po prostu większa liczba spotkań to prawdopodobnie większa liczba nowych klientów. Ale czy tak naprawdę nasz dział sprzedaży będzie efektywny? A no właśnie. Niestety w ślad za wzrostem aktywności akwizycji sprzedaż naszego przedsiębiorstwa nie będzie skorelowana tak, abyśmy mogli stwierdzić że dział sprzedaży pracuje wydajnie. No ale przecież manager będzie mógł pokazać że sprzedaż wzrosła. Będzie mógł wypiąć swoją pierś i przyjąć medal. I pewnie go otrzyma. Tyle, że będzie to sukces na szczeblu przedsiębiorstwa. Tego konkretnego przedsiębiorstwa.

Niestety na tle konkurencji obraz naszej firmy będzie zgoła inny. Okaże się bowiem, że konkurencja w tym samym czasie wzrosła dwu lub trzy krotnie. A dlaczego się tak stanie? A no dlatego że manager naszej konkurencyjnej firmy wprowadził system motywacyjny, który promował pracowników sprzedaży za efekty sprzedaży a nie efekt w postaci ilości odbytych spotkań z nowymi klientami.

Ale jak to się ma do systemu emerytalnego? A no tak, że wszystkie ww. elementy są dokładnie tak samo skorelowane z prawami nabycia praw emerytalnych jak w naszym pierwszym przedsiębiorstwie, w którym promowaliśmy pracowników za odbywanie spotkań. Nabywanie praw emerytalnych powinno być skorelowane z zupełnie czymś innym. Z czym? A no … no właśnie odpowiedzmy sobie na pytanie podstawowe: co ma na celu zapewnić dobrze funkcjonujący system emerytalny? Otóż odpowiedź jest jedna, prosta i wydawałoby się dość oczywista. System emerytalny powinien zapewnić państwu płynną i stabilną ciągłość finansowania wydatków państwa bez żadnych zakłóceń. Aby tak się stało koniczne jest zapewnienie odpowiedniej struktury pomiędzy częścią społeczeństwa pracującego w stosunku do części społeczeństwa nie będącą obecnie w wieku produkcyjnym. Aby tak się stało to system emerytalny powinien być uzależniony od jednego i podstawowego kryterium: OD DZIETNOŚCI KONKRETNEJ OSOBY. Nie od tego ile lat przepracował w służbach mundurowych, nie od tego w jak uciążliwych warunkach pracował, nie od tego czy jest kobietą czy mężczyzną.

Abyśmy zachowali się jak manager naszego konkurencyjnego przedsiębiorstwa i promowali sprzedawców za faktyczną sprzedaż, powinniśmy tak określić możliwość otrzymywania praw emerytalnych aby było to skorelowane z tym ile osób „z naszej winy” J będzie na nas pracowało jak przejdziemy na emeryturę.

Dlatego właśnie system emerytalny powinien być DEMOGRAFICZNY. Co to znaczy? A no to, że tym wcześniej mogę przejść na emeryturę im więcej będę miał dzieci. Czy nie jest to logiczne i zasadne? Sami to oceńcie. Ja jestem przekonany, że właśnie wprowadzenie takiej zasady pozwoli naszemu państwu z czasem (wiadomym jest że efekt ten będzie widoczny na przestrzeni kilku, kilkunastu i kilkudziesięciu lat) powrócić do trendu, w którym nasze społeczeństwo przestanie się starzeć, a być może nawet zacznie się odmładzać.

Odpowiedzmy sobie na pytanie następujące: dlaczego policjant w naszym kraju przechodzi na emeryturę po 15 latach pracy? Jakie jest oficjalne stanowisko w tej sprawie? A no takie, że policjant przez 15 lat pracował narażając życie i zdrowie. Ale zadajmy sobie również kolejne pytanie: co robi policjant po przejściu na emeryturę mając np. 40 lat? A no pracuje dalej jako ochroniarz, murarz, mechanik, właściciel sklepu osiedlowego itp. Jaki z tego wniosek? A no taki, że ten sam policjant po przejściu na emeryturę w dalszym ciągu pracuje.

A w czym problem aby policjant po 15 latach pracy w policji był delegowany do innej formy służby dla państwa, ale już w działaniach, które nie narażają jego zdrowia i życia? W czym problem? A no w niczym. Przecież tak czy inaczej ten policjant pracuje. Jednak po zmianie zasad przyznawania praw emerytalnych policjant ten nie uszczuplałby naszego wspólnego kapitału zebranego w postaci podatków. Ale to jeszcze nic. Dodajmy do tego przykładu policjanta jeszcze to, że nie posiada on dzieci. Co się teraz okazuje? Że ten policjant nie dość że czerpie garściami z naszej społecznej puli kapitału, to jeszcze nie ma kto na niego pracować. I co proponują nasi zarządzający w tym przypadku? A no to, że nie ujednolicą zasad przyznawania praw emerytalnych, lecz podniosą wiek nabywania praw do emerytury dla tzw. pospolitych obywateli do wieku 70 lat. No i są oczywiście zadowoleni ze swoich działań. Zapewne wypną pierś do orderu … a jakże. I będą dumni z przeprowadzonych „reform”.

Ja jednak proponowałbym następujące rozwiązanie:

Otóż KAŻDY obywatel, który nie posiada dzieci, które osiągnęły wiek 5 lat oraz nie przepracował dla kraju min 40 lat powinien otrzymywać prawa emerytalne w wieku 70 lat. Oczywiście chciałbym uspokoić wszystkich, którym od razu cisną się na usta pytania: a co z niepełnosprawnymi, a co z chorymi itd. Itd. Otóż mam tu na myśli zmianę standardowej polityki przyznawania praw emerytalnych.

Uważam, że zasadą powinno być to, że zarówno kobieta jak i mężczyzna nie posiadający dzieci powinni nabywać prawa emerytalne w wieku 70 lat, pod warunkiem, że przepracowali min 40 lat.

Następnie uważam, że zasadą powinno być, że zarówno kobieta jak i mężczyzna posiadający JEDNO dziecko w wieku przekraczającym 5 lat, powinni nabywać prawa emerytalne w wieku 68 lat, pod warunkiem, że przepracowali min 40 lat.

Następnie uważam, że zasadą powinno być, że zarówno kobieta jak i mężczyzna posiadający DWOJE dzieci w wieku przekraczającym 5 lat, powinni nabywać prawa emerytalne w wieku 66 lat, pod warunkiem, że przepracowali min 40 lat.

Następnie uważam, że zasadą powinno być, że zarówno kobieta jak i mężczyzna posiadający TROJE dzieci w wieku przekraczającym 5 lat, powinni nabywać prawa emerytalne w wieku 64 lat, pod warunkiem, że przepracowali min 40 lat.

Następnie uważam, że zasadą powinno być, że zarówno kobieta jak i mężczyzna posiadający CZWORO i więcej dzieci w wieku przekraczającym 5 lat, powinni nabywać prawa emerytalne w wieku 62 lat, pod warunkiem, że przepracowali min 40 lat.

Uważam, że tak skonstruowany system emerytalny będzie systemem motywującym społeczeństwo do pewnych oczywistych działań. Priorytetem bowiem powinno być to, ile osób z „mojej własnej przyczyny” będzie na mnie pracowało jak przejdę na emeryturę. Jeżeli dana rodzina będzie miała czworo dzieci to dlaczego mieliby oni przechodzić na emeryturę w wieku 70 lat? Jest to przecież nielogiczne, aspołeczne i niesprawiedliwe. Przecież taka rodzina poniosłaby niesamowite wyrzeczenia wychowując czwórkę dzieci. A dla przykładu ich sąsiedzi nie posiadający dzieci również mieliby przejść na emeryturę w wieku 70 lat. Przecież to jakiś logiczny absurd.

Uważam, że tak długo społeczeństwo nasze będzie miało demograficzny problem jak długo nasi managerowie (czytaj: politycy) będą wypinać pierś do odznaczenia za to, że uchwalili ustawę, w której zwiększyli wiek emerytalny o kolejny rok. Trudno mi sobie jednak wyobrazić 70 latka kierującego autobusem miejskim i wiozącym pasażerów. Przecież wydajność osób po 55 roku życia (i czy się to komuś podoba czy nie) zaczyna wyraźnie maleć. Tak niestety jest i tego radykalnie nie zmienimy. A na pewno nie zmienimy tego ustawą, za która ktoś otrzyma order.

Reasumując postuluję aby wprowadzić DEMOGRAFICZNY SYSTEM EMERYTALNY, który będzie uwzględniał podstawowy element jaki powinien uwzględniać, a mianowicie dzietność danej osoby. Nic innego nie jest potrzebne do tego aby to zadziałało.

Oczywiście podany przykład stopniowania i gradacji prawa emerytalnego należałoby rzetelnie skalkulować. Celem mojej rozprawki jest jednak poddanie pod publiczną rozwagę zasady jaka powinna funkcjonować. Jestem przekonany, że żadne propozycje typu „becikowe” itp. nie dadzą takiego efektu jak to, który proponuję. Wierzę w to że każdy z nas jeżeli wiedziałby że istnieje właśnie taki, a nie inny system emerytalny (czyli DEMOGRAFICZNY SYSTEM EMERYTALNY) z pewnością zmieniłby swoje postrzeganie rodziny i jej liczebności. Z pewnością każdy z nas pełniej zrozumiałby dlaczego ma takie a nie inne prawa emerytalne. 

Gospodarna Polska – wprowadzenie …

Z biegiem czasu analizując życie w Polsce coraz częściej zadawałem sobie pytanie: dlaczego coś jest tak skonstruowane a nie inaczej? Dlaczego my sami wymyśliliśmy sobie tak dziwne zasady? Dlaczego pewne przepisy są tak skomplikowane, że nie sposób zrozumieć je posługując się zdrowym rozsądkiem? Dlaczego coś, co wydawałoby się być oczywiste, oczywistym nie jest? 

Powyższe pytania pojawiają się na wielu płaszczyznach życia społeczno-gospodarczego. I zapewne przeszedłbym obok tego bez reakcji, gdyby nie moje coraz większe poczucie odpowiedzialności społecznej. Z każdymi wyborami, czy to parlamentarnymi, czy to prezydenckim, czy to samorządowymi widziałem coraz większą rolę przywiązywaną do socjotechniki, zamiast do prezentowania konkretnych programów. Niezależnie od strony sceny politycznej począwszy od lewicy poprzez centrum i skończywszy na prawej stronie sceny politycznej znaczna większość kandydatów na posłów, senatorów, prezydentów oraz samorządowców skupiała się nie na programie i jego meteorytyce, lecz na tym jak socjotechnicznie przechytrzyć przeciwnika. Pytanie jednak rodziło mi się takie: kto jest przeciwnikiem? Czy może wyborca, którego trzeba czymś skusić, czy może kontrkandydat z własnej i/lub konkurencyjnej partii? Sądząc po zachowaniu większości kandydatów można stwierdzić, że przeciwnikiem jest zarówno wyborca jak i kontrkandydat. Jedyna różnica polega na tym, że wyciąga się do nich zupełnie inną „broń”. Jednak zawsze jest to socjotechnika.

W związku z tym postanowiłem zacząć prezentować własne koncepcje na Polskę, i będę starał się tłumaczyć „z polskiego na nasze” pewne rozwiązania jakie proponują poszczególne partie (acz to będę robił sporadycznie aby nie być kolejnym krytykującym kogokolwiek), ale w szczególności będę prezentował własne pomysły oraz to jak moim zdaniem nasza Polska powinna się organizować aby móc przezwyciężyć niektóre z naszych wspólnych bolączek (i to będę czynił przede wszystkim).

I tak oto doszedłem do momentu, w którym ustaliłem te elementy, które są znamienne na dalsze losy naszego kraju z punktu widzenia gospodarki i ekonomii państwa oraz regionu. Pomysły moje będę prezentował w kilku sferach. Będą to elementy życia społeczno-gospodarczego Polski, jako całego naszego narodu. Będą to również elementy z życia społeczno-gospodarczego regionu, w którym żyję czyli Pomorza Zachodniego (zwłaszcza miasta Szczecin). Dodatkowo będę też zamieszczać pewne informacje z zakresu swojej profesji czyli finansów przedsiębiorstw.

Ale do rzeczy …

Zarządzanie finansami państwa polega przecież na bardzo podobnych zasadach jak zarządzanie finansami w przedsiębiorstwie. Zarówno tu i tu należy to robić z głową mając na uwadze: umiejętność przewidywania, dbałość o reżim kosztowy, transparentność, odpowiednią strukturę, itd. Odkąd pamiętam temat wydatków i kosztów publicznych stanowił ważki wątek wszystkich rozgrywek politycznych w Polsce. Znaczna większość polityków będąca u władzy zamiast zająć się reformą finansów państwa wolała zadbać o to aby ich słupki sondażowe utrzymały się na odpowiednim poziomie. I co było efektem? A no to, że tak czy inaczej po 4 latach rządzenia partia ta oddawała władzę na rzecz innego obozu politycznego. Inaczej było z Platformą Obywatelską, która rządziła 8 lat, ale za to jak już oddali władzę to na całej linii. I tak oto koło historii się powtarza, a prawdziwej reformy jak nie było tak nie ma.

Problem w tym, że aby móc mówić o możliwości poprawienia finansów państwa należałoby zdobyć się na osiągnięcie DWÓCH podstawowych celów: (1) zmianę trendów demograficznych w Polsce (2) stworzenia „taniego państwa” (w rozumieniu niskich kosztów jego utrzymania). Mało tego. Uchwycenie dwóch powyższych postulatów jest warunkiem konicznym do tego, aby móc mówić o rozwoju państwa również w innych jego obszarach (sprawach militarnych, społecznych, ekonomicznych, kulturowych i innych).

Umiejętne  zarządzanie państwem, w którym udałoby się zrealizować powyższe dwa postulaty wpłynie na inne sfery życia. W chwili obecnej rządzący Polską (niezależnie od obozu politycznego) muszą się zmierzyć z takimi problemami jak odpowiednie określenie podatków, ostateczne ustalenie wieku emerytalnego, specjalne granty dla różnych grup społecznych, zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, zapewnienie wzrostu ekonomicznego, poprawy jakości życia, poprawy jakości kształcenia, ulepszenie systemu zdrowia etc. Elementów które należałoby poprawić jest mnóstwo. Można je wymieniać bez przerwy praz długie godziny. Jednak mam wrażenie, że nikt do tej pory nie postarał się na to wszystko spojrzeć oczami „z góry”. Czy ktoś z nas zastanawiał się kiedyś jaki element łączy znaczną większość wszystkich ww. aspektów? Gdzie jest wspólny mianownik dla większości najbardziej drażliwych elementów zarządzania państwem?

Otóż moim zdaniem aby Polska była gospodarna musimy konsekwentnie podjąć działania aby uchwycić dwa podstawowe cele naszej Gospodarnej Polski, których pisałem powyżej tj.

  1. Zmianę trendów demograficznych w Polsce (celem jest dążenie promowania wzrostu dzietności),
  2. Stworzenie „taniego państwa” (chodzi z wyraźne/skokowe zmniejszenie kosztów prowadzenia państwa) poprzez uproszczenie przepisów podatkowych i prawnych.

Uważam, że te dwa elementy mają wspólny mianownik w znacznej większości (jeżeli nie we wszystkich) aspektach życia państwa. Aby przeanalizować to założenie wyobraźmy sobie sytuację, w której trendy demograficzne w Polsce wykazują permanentny wzrost liczby ludzi młodych. Czy wtedy zmuszeni bylibyśmy do przechodzenia na emeryturę w wieku 70 lat? Czy wtedy zmuszeni bylibyśmy do tego aby podnosić podatki, aby bieżące opłata starczały na pokrycie kosztów życia ludzi starszych? Czy wtedy koszty służby zdrowia miałyby kłopot wydatkowania pieniędzy z budżetu na świadczenia ludzi starszych? Wyobraźmy też sobie druga sytuację, w której w Polsce mamy do czynienia z „tanim państwem”. Wyobraźmy sobie, że stawka podatku PIT i CIT jest dla każdego obywatela i/lub przedsiębiorcy taka sama. Wyobraźmy sobie, że podatek VAT jest również taki sam dla każdej działalności. Wyobraźmy sobie, że nie musimy się zastanawiać nad interpretowaniem przepisów podatkowych, jako że są one proste, łatwe do zinterpretowania oraz nie wymagają skomplikowanej analizy? Wyobraźmy sytuację, w której wszyscy płacimy te same podatki. Bez uciekania się do KRUSu albo bez uciekania się do celowego zatrudnienia w jakiejś branży tylko po to aby po 15 latach przejść na emeryturę. Czy wtedy znaczna część urzędników państwowych straciłaby rację bytu? Pewnie, tak. Ale czy wtedy nie byłoby więcej pieniędzy na inne bardziej potrzebne cele? Czy wtedy państwo nie mogłoby przesunąć znacznej części urzędników do działań w innym charakterze? A może znaczna część urzędników stałaby się pracownikami w tzw. „ biznesie” i byłaby pracownikami wkładającymi pieniądz do państwa a nie czerpiącymi z niego? Czy wtedy nasz kraj nie miałby np. więcej pieniędzy na wydatki pt. kultura, wojsko, służba zdrowia, edukacja, nowoczesne technologie itp.? Przecież odpowiedź nasuwa się sama i jest oczywista.

Problem polega jednak na tym, że wszystkie te grupy społeczne, które w chwili obecnej posiadają swoje przywileje są po prostu wyborcami, a politycy bojąc się poprawić strukturę finansów państwa, próbują lawirować pomiędzy zmianami, a zachowaniem (w ich rozumieniu) twarzy przed swoimi wyborcami, na których głosy bardzo liczą (szkoda, że tylko na miesiąc przed wyborami).

Wyobraźmy sobie jednak sytuacje, w której ktoś odważny zrobiłby wreszcie odważną reformę. Czy nie zyskalibyśmy na tym my wszyscy? Nie ja jako Jan Kowalski i nie Ty jako Jan Nowak, lecz my jako społeczeństwo polskie. My jako społeczeństwo polskie w stosunku do naszych sąsiadów. My jako społeczeństwo polskie jako kraj w Europie i na świecie. Problem polega jednak na tym, że z dużym prawdopodobieństwem społeczeństwo nasze, które nie lubi silnych przywódców bardzo szybko zgniotłaby impuls do zmian. Mimo to głęboko wierzę że mądrość i świadomość naszego narodu jest coraz większa i dlatego przyszedł czas abyśmy wreszcie mogli i podjęli rękawicę po to aby zrobić naprawdę gruntowne reformy, a nie tylko kosmetyczne korekty.

Podsumowując swoją wstępną prezentację na temat GOSPODARNEJ POLSKI zgłaszam w związku z tym dwa postulaty, w ramach których Polska powinna podążać, niezależnie od krótkoterminowych niezadowoleń społecznych tej czy innej grupy społecznej:

  1. POPRAWY DEMOGRAFII – przywrócenie i utrzymanie trendu wzrostu liczby ludności Polski, promowanie rodzin 2+2 i więcej,
  2. TANIEGO PAŃSTWA – stworzenie prostszych przepisów, mniej wyjątków i przywilejów dla poszczególnych grup społecznych, takie same zasady dla jak największej grupy społeczeństwa, przy zachowaniu strategicznych gałęzi gospodarki w rękach państwa.

Powyższe postulaty będą jednak niczym, jeżeli jako społeczeństwo nie zmienimy swojej MENTALNOŚCI, która powinna być nastawiona na wyraźniejsze dbanie o cele wspólne. Dążeniem powinno być takie myślenie aby to nasze państwo było szczęśliwym państwem, w którym żyją szczęśliwi ludzie, a nie ludzie, którzy przez pryzmat swojego prywatnego szczęścia nie pozwalają zbudować szczęśliwego państwa.

Witam …

No i stało się. Założyłem bloga.

Trochę się przed tym broniłem ale w końcu pod naporem różnorodnych argumentów wewnętrznych i zewnętrznych postanowiłem założyć własnego bloga. Na blogu tym będę prezentował własne przemyślenia oraz koncepcje rozwiązań o charakterze ekonomicznym w skali kraju oraz mojego regionu jakim jest Szczecin. Będę również prezentował i opisywał pewne zagadnienia ekonomiczne z zakresu finansów przedsiębiorstw, bankowości, planowania finansowego i innych aspektów ekonomii przedsiębiorstw, które moim zdaniem mogą kogokolwiek zainteresować.

Niebawem pojawią się pierwsze właściwe wpisy, w których zaprezentuję swoje patrzenie na niektóre aspekty życia gospodarczego w Polsce wrażliwych dla całego naszego społeczeństwa a także traktujące o bieżących tematach regionu Zachodniego Pomorza (głównie Szczecina).

pozdrawiam

Dominik Bielawski